Grecka ragout z lawaszem

Na eurogastro – największych kulinarnych targach w Warszawie dostałam od Szefa Teo Vafidisa kilka opakowań przyprawy do greckiego kebaba jego autorstwa.
Jedną przygotowałam wg przepisu na opakowaniu, z karkówką i smakowała nam, nie powiem. Z kolejnymi postanowiłam poeksperymentować. Przygotowałam więc chudą wieprzowinę, konkretnie szynkę wieprzową, w stylu greckiej musaki, a do tego przepyszny otrębowy chlebek lawasz. Jeżeli lubicie prostą, aromatyczną kuchnię musicie spróbować tego dania, które mimo swojej prostoty jest wyjątkowo smaczne. Dodatki w postaci cytrynowego szpinaku z czosnkiem i pieczonych słodkich buraków sprawiają że jest jeszcze bardziej wyjątkowe.

Składniki:

Ragout na 4 osoby
650 g zmielonej szynki wieprzowej
1 op. Przyprawy do kebaba Teo Vafidisa Prymat
2 cebule
5 ząbków czosnku
3 łyżki oliwy
1 puszka pomidorów
1 szklanka bulionu
60 g pasty pomidorowej
szpinak:
300 g szpinaku w pęczku
4 ząbki czosnku
1 cytryna
sól morska
chlebki lawasz:
400 g mąki pszennej plus do wałkowania
100 g otrąb owsianych
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka soli

dodatkowo: 750 g słodkich buraków czerwonych

Przygotowanie:

Buraki umyć, na blaszkę nalać odrobinę wody, na 2 cm wysokości włożyć nań nieobrane buraki i piec w 200 stopniach do miękkości – ok. 30-40 minut.

Lawasze: mąkę wymieszać z otrębami, sodą i solą. Dolać 250 ml bardzo cieplej wody. Wymieszać, po czym wyrobić, przykryć folią i odstawić na 10 minut.

Potrawka/ ragout:

Cebulę pokroić w kostkę. Czosnek i chilli w plastry.

Rozgrzać oliwę. wrzucić na nią cebulę, czosnek i chilli, posolić i smażyć aż będą złote. Wsypać przyprawę. Przesmażyć, zacznie pięknie pachnieć. Po 2-3 minutach dodać mięso, mocno przesamżyć, następnie dodać pastę pomidorową, po 2-3 kolejnych krojone pomidory.

Dusić 5 minut, dolać bulion, dusić jeszcze 15 minut. Ewentualnie doprawić solą.

Ciasto na lawasze podzielić na 12 porcji. Każdą z nich rozwałkować i upiec na suchej, porącej patelni, pod przykryciem, po minucie z każdej strony. Lawasze przygotować w czasie duszenia się ragout.

Szpinak umyć, osuszyć. Czosnek pokroić w plastry.

Cytrynę otrzeć ze skórki, zrolować kilkakrotnie na desce, po czym wycisnąć do skórki sok,

Rozgrzać oliwę. Wrzucić na nią czosnek, a po minucie szpinak, patelnia powinna być gorąca. przesmażyć szpinak, 3-4 minuty wystarczą, podrzucając go na patelni. Dodać skórkę i sok z cytryny, doprawić solą i odstawić.

Potrawkę podawać na głębokich talerzach, na jej wierzchu ułożyć szpinak, a obok pieczone buraki i chrupiące placki lawasz.

Smacznego!

 

 

Recenzje PIW Świata 2

Oto kolejna porcja piwnych recenzji. Jeśli jesteście wielbicielami tego napoju bogów koniecznie sprawdźcie, co w piwnym świecie piszczy. A jak się okazuje dzieje się tu całkiem sporo. Moi przyjaciele, piwowar: a więc Krzysztof Pituła – pomysłodawca browaru ZUS’owe i  Kornel Radecki dziennikarz, degustator i pasjonat mediów tworzą dla Was, od serca, recenzje trunków którym w tym sezonie warto się przyjrzeć i których warto spróbować.

1.

Dapped

Browar: Dapper “well dressed beer”

Styl: American India Pale Ale

Parametry: alkohol – 6,5% obj., goryczka – 50 IBU

American India Pale Ale, które warzą już prawie wszyscy stało się już klasykiem, jest to jednak w tym momencie wyczyn, żeby zrobić coś bezbłędnego i powalającego konsumenta na ziemię. Jaka powinna być AIPA? Podbudowana w warstwie słodowej, lekko karmelowa, kontrowana solidną dawką goryczy i miażdżąca nozdrza wielością aromatów owocowych, czy żywicznych. Czy Dapper udźwignął ciężar?

Piwo o barwie bursztynowej, lekko zamglone. Po nalaniu ukazuje się bujna drobna piana w kolorze złamanej bieli, niestety szybko opada, ale plusem jest to, że pozostaje na ściankach szkła. W aromacie nie jest najlepiej, po pierwszym powąchaniu czuć intensywny aldehyd octowy (zielone jabłko), później dochodzi lekki DMS (gotowane warzywa), oraz aromat mydlany. Gdzieś tam między tymi wszystkimi wadami, można wyczuć mało intensywny zapach owocowy. Po spróbowaniu, na pierwszy rzut kubków smakowych ukazuje się duża słodycz, wręcz zahaczająca o smak landrynek, piwo jest dosyć ulepkowate. Goryczka średnia w kierunku niskiej, trochę bez wyrazu, typowo lupulinowa. Karmelowość umiarkowana, zlewająca się z landryną. Ciężkie w warstwie słodowej, ale nie nazbyt zbożowe, za to istotnie treściwe, niestety nie zbalansowane. Poziom nagazowania całkiem dobry. Pijalność nie zachwycająca, zdecydowanie zbyt niska jak na ten styl piwa. Bardzo słaba AIPA, nie ratująca się w żadnym aspekcie ani smakiem, ani wyglądem, ciężkie ulepkowate piwo, bez odpowiedniej goryczki.

Oceny wg. PSPD:

Aromat: 5/14

Wygląd: 5/6

Smak: 7/ 18

Goryczka: 2/6

Odczycie w ustach: 2.6

 

Suma: 21/50

2.

Browar: Doctor Brew

Piwo: Hoppy Birthday No. 1

Styl: Double Oatmeal Stout

Parametry: ekstrakt – 18°BLG, alkohol – 7,6% obj., 48 IBU

Stout to ciemne piwo górne fermentacji. W smaku i aromacie powinno być czekoladowe, kawowe i palone. W zależności od wariacji są stouty bardziej słodkie, bardziej gorzkie, mocniejsze lub słabsze. W tym wypadku mamy do czynienia z wersją o wysokim ekstrakcie i zawartości alkoholu. Przymiotnik ”Oatmeal” informuje o użyciu w procesie warzenia płatków owsianych, co zwiastuje dużą gęstość i gładkość.

Piwo czarne z gdzieniegdzie widocznymi rubinowymi refleksami, klarowne. Piana tworzy bujną, gęstą czapę, jest beżowa, w strukturze drobna, pięknie pozostaje na szkle. Ten stout prezentuje się w pokalu wręcz wzorowo. Piwowarzy zapowiadali, że to ma być ich tort na pierwsze urodziny i nie kłamali. W aromacie istotnie czuć tort czekoladowy! Jest gorzka czekolada, ciasteczka, alkohol, wanilia, wiśnia i delikatna kawa. Browar jest znany z tego, że do żadnego swojego piwa nie oszczędza chmielu, tak też jest w tym przypadku, chociaż to piwo typowo słodowe, czuć nuty lekko chmielowe z akcentami żywicznymi. Smak również potwierdza aspiracje do bycia tortem czekoladowym ze śmietaną i wiśniami. Słodkie, ale nie przesadnie, kontrowane też całkiem sporą dawką goryczy. Niezwykle gładkie i aksamitne w swojej strukturze. Właściwie niewyczuwalna karmelowość. Paloność na poziomie wysokim, ale nie przytłaczająca, pozostawiająca delikatny kwaśny posmak na języku. Mocno czekoladowe i bardzo treściwe, ale nie przytłaczające, świetnie zbalansowane, co sprawia, że pijalność jest bardzo wysoka. Wysycenie na poziomie idealnym w stosunku do stylu. Piwo genialne!

Oceny wg. PSPD:

Aromat: 12/14

Wygląd: 6/6

Smak: 16/18

Goryczka: 5/6

Odczucie w ustach: 5/6

Suma: 44/50

3.

Browar: AleBrowar & Artezan

Piwo: So Far So Dark

Styl: Robust Porter z lukrecją i kawą

Parametry: ekstrakt – 16°BLG, alkohol – 6,2% obj.

Kolejne piwo z serii ”AleBrowar i przyjaciele”. Tym razem kooperacja z pionierami polskiego kraftu, browarem Artezan. Jest to wariacja na temat porteru angielskiego, ten ma być gęstszy, lepiej zbudowany (robust), a dodatkowo przyprawiony lukrecją i kawą.

Barwa czarna, nieprzejrzysta, nie pozwalająca na ocenienie klarowności. Piana bardzo ładna, ale szybko opadająca. Gęsta, drobna, w kolorze beżowym, pozostaje na ściankach szkła. Aromat typowy dla tego stylu piwa. Na pierwszym planie kawa, gorzka czekolada i ciasteczka biszkoptowe. Do tego wanilia i lukrecja, ale na bardzo niskim poziomie, po ogrzaniu wychodzi lekki alkohol. Aromat przywodzi na myśl lody waniliowo-czekoladowe. Po pierwszym łyku otrzymujemy sygnał, że piwo będzie deserowe. Słodycz raczej w kierunku wysokiej, ale sprawnie kontrowana delikatną goryczką, która jest tylko lekko zaznaczona. Bardzo gładkie i pełne. Nieźle palone, co powoduje lekką kwaskowość odczuwalną na języku. Mocno zbożowe, czuć zdecydowanie kawę zbożową, do tego bardzo treściwe, wszystkich smaków jest tam pełno, ale nie są nachalne, a bardzo dobrze ułożone. Nagazowanie odpowiednie. Jest jednak zbyt mało lukrecji zarówno w aromacie, jak i w smaku. Mimo, że jest to zioło, którego smak wielu osobom nie odpowiada, to jednak zapowiedź tej lukrecji na etykiecie obowiązywała do dodania jej w ilościach takich, które można bez problemu wyczuć i łączyć z innymi smakami i aromatami tego piwa. Poza tym mankamentem to piwo jest bardzo, bardzo dobre.

Ocena wg. PSPD:

Aromat: 12/14

Wygląd: 5/6

Smak: 16/18

Goryczka: 5/6

Odczucie w ustach: 5/6

 

Suma: 43/50

4.

Browar: AleBrowar

Piwo: Hard Bride

Styl: American Barley Wine

Parametry: ekstrakt – 24°BLG, alkohol – 9,8% obj., goryczka – 110 IBU

Barley wine, czyli wino zbożowe. Bardziej jednak piwo niż wino, chociaż do wina zbliża duża zawartość alkoholu. Piwo w tym stylu powinno być gęste i ulepkowate, ciężkie i zapewniające niezwykłe atrakcje organoleptyczne. Natomiast dopisek ”American” zwiastuje nam silne nachmielenie aromatycznymi odmianami chmielu ze Stanów Zjednoczonych.

Barwę tego dzieła można określić jako głęboko rubinową, czy wiśniową, nie jest do końca klarowne, lecz opalizujące. Piana jest kremowa, gęsta, drobna, jak na ten styl piwa, bardzo bujna, pozostaje również jej delikatna warstwa na ściankach szkła. Aromat jest bardzo złożony. Mamy tu na pierwszym miejscu typową dla barley wine landrynkę, acz nie dominującą. Jest też lekko karmelowy i alkoholowy. Do tego dochodzą nuty chmielowe – żywiczny, leśny i mocno cytrusowy. Warstwa aromatyczna jest przebogata. W smaku lepkie, ale nie przytłaczająco ciężkie. Dobrze zbalansowane intensywną chmielową goryczką. Można uznać, że zarówno słodycz, jak i goryczka są na poziomie wysokim. Mimo tak wysokich parametrów i ogromnej treściwości, pije się je bardzo dobrze. Nie przygniata, a jest nieźle zbalansowane, co w tym stylu mogłoby wydawać się mrzonką. Wszystko jest idealnie dopełnione odpowiednim nagazowaniem. Piwo klasy światowej.

Ocena wg. PSPD:

Aromat: 13/14

Wygląd: 5/6

Smak: 17/18

Goryczka: 5/6

Odczucie w ustach: 5/6

Suma: 45/50

Słodkie bułeczki na dzień mamy

Dziś święto wszystkich mam. Wszystkim mamom, życzę szczęścia i miłości. Nadal bądźcie radosne i pełne cierpliwości dla swoich pociech, bo bez Was, życie nie byłoby takie samo. Pociechy zapraszam do wspólnego pieczenia, zróbcie razem z mamami, jeżeli jeszcze nie umiecie samodzielnie piec, coś słodkiego, pachnącego domem, co przypomni Waszym mamom czasy w których to one były jeszcze umorusanymi w mące kuchennymi pomocnikami.

Składniki:
16 drożdżówek:
Ciasto drożdżowe:

500 g mąki pszennej tortowej
100 g otrąb owsianych
100 g masła
5 żółtek
7 g (op.) suchych drożdży
100 g cukru
250 ml mleka
2 łyżki oleju
skórka z 1 pomarańczy
skórka z 1 cytryny
Ser:
500 g twarogu, trzykrotnie mielonego
3 białka
100 g cukru
2 łyżki cukru z wanilią
2 łyżki soku z cytryny
szczypta soli

Przygotowanie:

Ciasto :

Mleko podgrzać do 36 stopni. Rozpuścić w nim drożdże.

Masło stopić.

Mąkę przesiać, dodać cukier, otręby i wlać zaczyn. Wymieszać całość, dodać skórki z cytrusów, żółtka i zacząć wyrabiać ciasto, po 3-4 minutach wyrabiania dodać masło i olej (który sprawia, że ciasto dłużej pozostanie świeże). Ciasto przykryć ściereczką i odstawić na godzinę.

Wyrośnięte ciasto pomarańczowe.

Masa serowa: Białka ubić z sokiem z cytryny i solą. Cukier waniliowy wymieszać z białym.

Gdy piana będzie sztywna, po łyżce dodawać mieszankę cukrów.

Twaróg przełożyć do miski. Wymieszać z ubitą pianą z białek, najlepiej w kilku turach. Odstawić na bok.

Ciasto podzielić na 16 części – z ciasta uformować okrąg i pociąć jak tort, cały czas dzieląc je na pół – 8 cięć, z każdego trójkąta uformować okrągłą bułeczkę. Ułożyć bułeczki na blaszce do pieczenia. Przykryć je ściereczką i odstawić na 20 minut w ciepłe miejsce. Po tym czasie zrobić w środkach bułeczek wgłębienia i włożyć w nie ser.

Piec w 190 stopniach przez 25 minut. Zaczynając od gorącego piekarnika.

Gotowe bułeczki lekko przestudzić po czym posypać je cukrem pudrem.

Smacznego, mamy i dzieciaki!

RABARBAR – wszystko co musisz o nim wiedzieć

Rzewień ogrodowy, potocznie zwany rabarbarem to interesująca roślina, która przez wiele lat uważana była za niejadalną. Po zaakceptowaniu jej przez ludzi jako substratu kuchennego, panowało przekonanie, że ciężko jest ugotować z niego coś innego niż kompot lub ciasto drożdżowe. Obecnie kucharze łamią te stereotypy i raczą nas rabarbarem na sto sposobów. Ale czy my wiemy o nim coś więcej?

źr. bebzol.com

Geneza kompotu

W Europie odnotowano go jako roślinę jadalną dopiero w XVIII w. Jak się okazuje przywędrował do nas z Chin. Występuje on w dwóch odmianach, kuchennej – rzewień ogrodowy i „aptecznej” – rzewień lekarski. Jestem pewna, że kuchenna jest Wam bliższa niż lekarska, pamiętacie letni smak babcinego kompotu? Z pewnością to jedno z intensywniejszych empirycznych wspomnień z naszego dzieciństwa, ach jak on pachniał!

Dorodne łodygi  trafiają na nasze stoły w maju i czerwcu, później stają się gorzkie. Wtedy przypada prawdziwy rabarbarowy szał kuchenny. Warto wspomnieć, że liście tej rośliny są toksyczne, a wspomniane wcześniej łodygi to, paradoksalnie, jej ogonki listkowe. Rabarbar jest mrozoodporną byliną, czyli rośliną wieloletnią. W poradniku ogrodnika wyczytałam kiedyś, że z nasion wysiać jest go stosunkowo ciężko i lepiej rozmnażać go przez podział rośliny. Rabarbar jest panem na włościach i lubi żyzną glebę, z łatwym dostępem do wody. Daje obfite plony i zaopatrzy w surowiec czteroosobową rodzinę już z dwóch, solidnych krzaków.

Owoc czy warzywo ?

Każdy, nigdy nie uwierzę, że nie nawet jeśli zaprzeczycie, toczył z mamą lub rówieśnikami rozmowę na ten temat. Otóż rabarbar jest klasyfikowany jako warzywo, a jego kuzynem jest szczaw. Jedzony na słodko może być zagwostką filozoficzną i wprawiać w zadumę, ale gwarantuję Wam, że można z niego przygotować wytrawny dodatek do pieczeni czy pasztetu, przepisy znajdziecie niżej.

Wartości odżywcze

Łodygi rzewienia ogrodowego są niskokaloryczne – zawierają 20 kcal w 100 g. Mają wile witamin, mikro- i makroelementów a także błonnika. W największym stężeniu występują tu witaminy B9 (kwas foliowy), C, E i beta-karoten – najbardziej aktywny izomer (przestrzenna forma – jestem po profilu biologiczno chemicznym, stąd te uchodzące za fachowe wstawki) witaminy A. Znajdziecie w nim także masę minerałów: potasu, sodu, fosforu, magnezu oraz wspomniany błonnik. Warto wspomnieć, że rabarbar ma sporo szkodliwego kwasu szczawiowego, który może wypłukiwać wapń z organizmu. Nie powinny jeść go osoby chore na nerki, osteoporozę lub reumatyzm. Zdrowym wystarczy dodanie do rabarbarowych dań składnika mlecznego, orzechów lub zjedzenie na drugie danie szparagów z parmezanem i natką pietruszki będących świetnym źródłem wapnia.

Kwaśna łodyga z cukrem

Pamiętacie ten dziecięcy sposób zjadania kwaśnych łodyg? Obieranie ich, mycie, maczanie w cukrze i zajadanie, głośno chrupiąc, wykrzywiając usta w błogim uśmiechu? To najlepszy „polny” deser lat 90-tych. Dziś warto wracać do tradycji, obierzcie więc kilka łodyg, ugotujcie z nich orzeźwiający kompot lub upieczcie słodkie biszkoptowe ciasto. Jeżeli szukacie czegoś ekstra – znajdzie się tutaj coś na miarę Waszych potrzeb oto przepisy rabarbarowe, mojego autorstwa, specjalnie dla Was.

5 pomysłów na RABARBAR:

1. Kaczka + Rabarbar + Truskawki

Pieczona lub smażona, bastowana masłem kaczka – mam tu na myśli kaczą pierś lub nóżkę, marynowaną w ziołach to coś wspaniałego.

Pierś z kaczki natnijcie w kratkę od strony skóry i zamarynujcie w solance (10% roztworze) – 30 minut wystarczy. Po tym czasie mięso osuszcie i smażcie od zimnej patelni, skórą do dołu. Gdy się wytopi, dodajcie zmiażdżony ząbek czosnku, gałązkę tymianku i solidną łyżkę masła, obróćcie kaczkę i polewajcie spienionym masłem. Smażcie 2-3 minuty. Odstawcie aby odpoczęła. Obrany i pokrojony rabarbar przesmażcie na patelni z cukrem i kilkoma truskawkami, możecie dodać syropu z pędów sosny lub miodu wrzosowego. Gotujcie 5 minut aż zmiękną.

Kaczkę pokrójcie w poprzek w paski, rozłóżcie na talerzu dekorując sosem i kawałkami truskawek i rabarbaru, świeżymi listkami mięty oraz dodatkiem w postaci np. pure z pietruszki lub selera, kaszy pęczak z masłem i winem lub niepalonej kaszy gryczanej.

2. Wątróbka + masło + rabarbar

Pasztet z wątróbki z masłem i pieczonym rabarbarem to prawdziwy rarytas. Przesmażoną na maśle wątróbkę miksujecie z garścią pistacji (solonych) i przesmażoną cebulą. Przekładacie do formy i chłodzicie – coś w podobie do terriny.

Obrane łodygi rabarbaru smarujecie oliwą i miodem, pieczecie w 180 stopniach przez 20 minut. Pasztet serwujecie na ciemnym chlebie, posypany pistacjami z pieczonym rabarbarem.

3. Burak + rabarbar + melisa

Chłodnik z pieczonego buraka, duszonego rabarbaru z miodem, oliwą, czerwoną cebulą i melisą to nowa wersja letniego rabarbarowego orzeźwienia.

4 pieczone buraki, miksujecie z obranymi, pokrojonymi, podsmażonymi łodygami rabarbaru, dodajecie 3/4 l kefiru, siekaną melisę, doprawiacie solą i pieprzem. Schładzacie. Podajecie z siekaną w kosteczkę czerwoną cebulą, melisą i kapką mętnej, hiszpańskiej oliwy z oliwek.

4. Kurczak + rabarbar + jabłko

Wiejskiego kurczaka porcjujecie (możecie użyć także 1,5 kg ćwiartek), nacieracie oliwą, solą morską, pieprzem (świeżo tłuczonym) i tymiankiem. Odstawiacie na godzinę. Po tym czasie przesmażacie go na patelni, przekładacie do gęsiarki lub żeliwnego rondla ( jest w nich coś magicznego – sprawiają, że posiłek to poezja smaku) zalewacie 1l soku jabłkowego, dodajecie 2 łyżki miodu, oraz 1/2 kg obranych, posiekanych łodyg rabarbaru.

Pieczecie 2 h w temp. 150 stopni. Tak przygotowane mięso najlepiej smakuje z pure ziemniaczanym, selerowym lub młodą marchewką. CUDOWNOŚĆ.

5. TRADYCYJNE ZAKOŃCZENIE: 

Biszkopt z rabarbarem z RABARBAROWĄ galaretką

Tradycyjnie: 4 jajka, 5 łyżki mąki, 8 łyżek cukru, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, laska wanilii lub aromat waniliowy, 1 kg rabarbaru, galaretka truskawkowa 1 op., listki mięty

Rabarbar obrać. 3/4 porcji pokroić w kostkę resztę odstawić.
Jajka ubić z cukrem nad kąpielą wodną, dodać ziarna wanilii lub aromat waniliowy. Zestawić z garnka i przesiać doń mąkę z proszkiem do pieczenia. Wylać do okrągłej blaszki o średnicy 23-25 cm, na wierzchu rozłożyć pokrojone łodyżki. Piec w 180 stopniach, góra dół, przez 40 minut.

Z reszty rabarbaru wycisnąć sok, przelać go do miarki. Galaretkę rozpuścić w 125 ml gorącej wody. Wymieszać ją z 250 ml soku z rabarbaru. Odstawić. Do lekkiego stężenia.Tężejącą galaretkę wylać na ostudzone ciasto. Schłodzić. Przed podaniem udekorować listkami mięty.

6. EKSPRESOWO: CIASTO FRANCUSKIE + RABARBAR + CYNAMON

1. op. ciasta francuskiego, 1 jajko, 6 łyżek cukru, 1 łyżeczka cynamonu, 2/3 kg rabarbaru

Rabarbar obrać, pokroić w długie kawałki, odpowiadające średnicy blachy do pieczenia.

Ciasto rozłożyć na papierze do pieczenia w blaszce i posmarować jajkiem. Na wierzchu ułożyć wzdłuż długie łodygi rabarbaru. Cukier wymieszać z cynamonem, mieszanką posypać rabarbar.

Piec w 190 stopniach 25 minut. Tartę posypać cukrem pudrem i podawać z jogurtem naturalnym lub śmietaną.

Rabarbarowe smakołyki, życzą Wam miłego dnia!

Wegańska sałatka z Quinoa i szparagami

Wegańskie sałatki to ostatnio temat rzeka. W internecie znajdziecie masę przepisów, ale niektóre z nich zupełnie nie wstrzeliwują się w kryteria smacznej i zdrowej kuchni. Postanowiłam więc stworzyć dla Was przepisy zdrowe, smaczne i lekkie w oparciu o wegańskie produkty. Cudowne zboże Inków, a więc Quinoa, to odkrycie w dziedzinie żywności funkcjonalnej – czyli tej kompleksowo odżywiającej organizm. Quinoa, zwana także komosą ryżową, jest kompletnym źródłem białka, manganu, żelaza, magnezu i dzięki zawartości tłuszczów nienasyconych również witaminy E. Komosa ryżowa stanowi ogromną część upraw zbóż w Boliwii, Meksyku i Peru, dzięki niej ludzie tam mieszkający są zdrowi i silni. Ciekawostką jest to, że tak na prawdę nawet nie należy ona do zbóż – jest pseudo-zbożem – a więc rośliną wytwarzającą nasiona o wysokiej zawartości cukrów złożonych – przede wszystkim skrobi i nadaje się do spożycia praktycznie w całości – włącznie z liśćmi. Spróbujcie zaprzyjaźnić się z „matką zbóż” – niech na stałe zagości na Waszych stołach przy smacznym śniadaniu, obiedzie czy kolacji.

Cytrynowo ziołowy dressing ożywia komosę ryżową, szparagi dodają sałatce świeżości, a rzodkiewka i słonecznik uroczo chrupią dopełniając całości. Zjedzcie coś smacznego, co pozwoli Wam się czuć zdrowo i lekko.

Składniki:
 2 porcje
8 zielonych szparagów
80 g Quinoa, komosy ryżowej
1 czerwona cebula
250 g pomidorków cherry
2 łyżki ziaren słonecznika
5 rzodkiewek
Sos:
2 łyżki oliwy z oliwek tłoczonej na zimno
2/3 pęczka bazylii
2/3 pęczka natki pietruszki
Sok z 1 cytryny niewoskowanej bio
Szczypta morskiej soli
Świeżo mielony pieprz

Przygotowanie:

Komosę ugotować wg przepisu na opakowaniu.

Wysoki rondel lub patelnię wypełnić wodą.
Do gotującej się wody wrzucić szparagi. Gotować 4 minuty. Po czym przelać zimną wodą.

Odciąć główki, a łodygi pokroić w 2cm kawałki. Przełożyć do miski.

 Dodać komosę i pokrojone pomidorki.

Sos: sok z cytryny wymieszać z oliwą i dodać posiekane zioła. Przelać do sałatki.

Dołożyć pokrojoną rzodkiewkę i wymieszać.

Udekorować główkami szparagów, posypać słonecznikiem i podawać.

Recenzje PIW Świata

Cześć! Oto pierwszy wpis z cyklu Młodzi Piwowarzy – Krzysztof Pituła i Kornel Radecki testują dla Was najlepsze, najbardziej wartościowe piwa dostępne w dobrych piwiarniach. Krzysztof od kilku lat degustuje piwa rzemieślnicze, produkuje swoje, krótkie serie tego napitku, kapsluje je i wręcza po butelce znajomym. Kornel jest początkującym dziennikarzem, wielbicielem piwa i bliskim przyjacielem Krzysztofa. Team idealny, majster i degustator pasjonat. Przyznam, że nie piłam nigdy tak dobrego piwa jak jego ciemne, miodowe słodowe piwo i limonkowe jasne lagerowe na amerykańskim chmielu. Wiadomości o piwie przybliżą Wam specjaliści w swojej branży. Korzystajcie!

1.

Piwo z Grodziska

Browar: Grodzisk Mazowiecki
Piwo: Piwo z Grodziska

Styl: Grodziskie

Parametry: ekstrakt – 7,7%, alkohol – 3,1%.

Piwo Grodziskie czyli polski szampan, piwo w 100% Made in Poland :) Jak sama nazwa wskazuje produkowane w Grodzisku Wielkopolskim w reaktywowanym przez Fortunę browarze. Piwo z ponad 700-set letnią tradycją, warzone z użyciem słodu dymionego.
Piwo ma bardzo jasną, słomkową barwę, lecz nie jest klarowne, ale lekko zamglone.
Piana bije po oczach swoim śnieżnobiałym odcieniem, jest gęsta, drobna, obfita, oblepia szkło, jednak dość szybko opada.
W aromacie przede wszystkim daje się wyczuć umiarkowaną wędzonkę ale nie mięsną lecz ogniskową oraz pszeniczny charakter, który nadaje kwaskowości.
W smaku jest zdecydowanie wytrawne, goryczka jest również wyczuwalna. Czuć także dymny, ogniskowy posmak oraz lekką kwaskowość. Piwo jest zdecydowanie lekkie i mocno wysycone, przez co pije się je niesłychanie lekko.

Aromat: 12/14
Wygląd: 5/6
Smak: 15/18
Goryczka: 4/6
Odczucie: 5/6

Suma: 41/50

Piwo z Grodziska ma dużą szansę stać się hitem letnich grillów i upalnych dni. Dzięki swej dużej pijalności i lekkości na pewno ugasi pragnienie i orzeźwi nie jednego piwosza. Stanowi również fajny początek przygody z piwami wędzonymi dla osób „z poza branży”. Piwo należy również pochwalić za oprawę wizualną oraz dostępność w znanej sieci z zielonym płazem :)

2.


Browar: Aecht Schlenkerla Rauchbier aus Bamberg

Styl: Urbock

Parametry: alkohol – 6,5%, IBU – 40

Urbock jest koźlakiem wędzonym warzonym w Bambergu. Posiada on niemal 350-cioletni rodowód i jest jednym z największych klasyków jak nie największym klasykiem wędzonych piw. Piwo to jest bez wątpienia jest punktem obowiązkowym każdego fana piw wędzonych :)
Piwo posiada niesamowitą ciemno miedzianą barwę z głębokim rubinowymi refleksami i jest idealnie klarowne.
Piana dobrze się buduje, jest gęsta, drobna i kremowa. Oblepia szkło i pozostaje do końca.
Urbock posiada niesamowity aromat wędzonego boczku oraz oscypka, który dopełniony jest drzewnym, ogniskowym dymem. Niestety daje się wyczuć lekką alkoholową nutę.
W smaku jest umiarkowanie słodkie, nieco zalepiające. Kontrę do słodyczy stanowi lekko chmielowo-palona goryczka. Daje się odczuć zdecydowaną, aczkolwiek nie narzucającą się karmelowość. Jest również odczuwalna lekka chlebowość oraz spora wędzonka, która pozostaje w posmaku i ma szynkowy charakter. Mimo dość ciężkiego charakteru piwa jest niezwykle ciekawe co przekłada się na sporą pijalność.

Aromat: 11/14
Wygląd: 6/6
Smak: 16/18
Goryczka: 5/6
Odczucie: 5/6
Suma: 43/50

3.


Browar: Stu Mostów
Piwo: Salamander

Styl: American India Pale ale

Parametry: alkohol – 6,8%, ekstrakt – 16%, IBU: 63.


American India Pale Ale czyli klasyka piwnej rewolucji zza oceanu. Czego można spodziewać się po AIPA? Przede wszystkim agresywnej owocowej goryczki skontrowanej słodową podbudową. Jak sobie z tą ikoną poradził Browar Stu Mostów? Zapraszam do recenzji :)

Po American India Pale Ale można się spodziewać bursztynowej barwy oraz delikatnego zamglenia i tak jest również w przypadku Salamandra. Piana buduje się obfita, gęsta, drobna. Ta lekko kremowa czapa utrzymuje się do ostatniego łyka i pozostawia na szkle obfitą koronkę.
Po otwarciu butelki można do razu wyczuć słodkie żółte tropikalne owoce. Po przelaniu do szkła aromat dość szybko znika i pojawiają się lekkie wady – aromat zielonego jabłka czyli aldehyd octowy i delikatny diacetyl.
Piwo w smaku jest zbalansowane. Solidną podbudowę słodową równoważy intensywna goryczka, która ma charakter owocowo-ziołowy. Odczucie goryczki pozostaje dość długo, aczkolwiek nie jest ona zalegająca. AIPA ta jest dość treściwa z dobrym, no może lekko za wysokim wysyceniem.

Aromat: 10/14
Wygląd: 6/6
Smak: 15/18
Goryczka: 6/6
Odczucie: 5/6
Suma: 42/50

Podsumowując: Browar Stu Mostów dość dobrze poradził sobie z tym stylem. Jedynie aromat lekko psuje ogólną ocenę piwa. Na plus zasługuje również etykieta, która utrzymana jest w nowoczesnym stylu. Wszystko jest czytelne, a pomysł z paskami przedstawiający parametry piwa według mnie trafiony w 10. Szkoda jedynie, że browar nie podał szczegółowego składu.

Najlepsze ciasto jogurtowe z rabarbarem i kruszonką

Myślicie, że bajeruję i wcale nie jest to najlepszy przepis? Hola, hola! Recepturę tego ciasto dopracowywałam przez lata, a gdy je upieczecie przekonacie się o tym i Wy. Teraz opowiem Wam historię o tym jak Ania, właściwie to zwyczajnie ja zaczęłam piec. Chociaż jestem stosunkowo młoda, moja przygoda z pieczeniem zaczęła się już jakiś dobre kilka lat temu, dziesięć w porywach do dwunastu. Jak każdemu młodemu, upartemu alchemikowi kulinarnemu przydarzały mi się wariackie przygody, zakalce, memlańce i inne dziwne wypieki. Zmieniło się to gdy pieczenie stało się moim konikiem. Zaczęłam więcej czytać, szperać, oglądać programy kulinarne i szukać odpowiedzi wszędzie tam gdzie podejrzewałam je znaleźć, tworząc setki poematów dygresyjnych i chłonąc wiedzę pozornie niepotrzebną, później jak to wiedza, przydała się.

Najwięcej w kwestii pieczenia nauczyła mnie Pani Krysia, moja przyjaciółka od serca, która jest już dobrze po siedemdziesiątce. Pani Krysia to istna wypiekowa bogini. Jej ciasta i ciasteczka potrafią śnić się człowiekowi po nocach, następnie budzić go i nie pozwalać zasnąć dręcząc go wyśnionym aromatem, który realnie drażni uciążliwie, chociaż upajająco nozdrza.

Legenda dotycząca ciasta rabarbarowego powstała gdy Pani Krysia piekła je z truskawkami – otóż magiczny sposób ubijania margaryny (to gospodyni z tradycyjnym podejściem do ciast, jeszcze z czasów gdy masła nie było w sklepach na pęczki, oj przepraszam, kostki) zamieniła na dodanie topionej do masy jajecznej. Eureka! Zmienia to strukturę wypieku, w każdym calu. Ja dopracowałam proporcje masy, dodając jako nowoczesna Pani domu odrobinę prawdziwej wanilii (kłamię, całą masę) i owsianą smakowitą kruszonkę sprawiłam że ciasto to jest postawione na stole daje piorunujące wrażenie dobrobytu.

Historia ta ma dwie puenty. Pierwsza: Często odwiedzam, przynajmniej się staram, jeszcze pół roku temu odbywało się to prawie codziennie, moją przyjaciółkę Ewę. Obie lubimy piec, (szczególnie serowo-cebulowe bułeczki – przepis znajdziecie gdzieś na moim blogu) więc Ewcia zawsze ma w domu smaczne ciasto, na babskie lub mniej babskie zebrania towarzyskie.

- Ewciu! Jakie pyszne ciasto! Jejku! Daj mi przepis! – wykrzyknęłam z zachwytem z ciastem wypadającym mi z ust.

- Ale to Twój przepis. – odpowiedziała. Kurtyna. Wielbię ją całym sercem.

Druga puenta jest równie świeżutka jak placek, który widzicie na zdjęciu (pieczony był wczoraj).  W sobotę piekłam je na urodziny bardzo bliskiej mi Moni, która według mnie jest wyjątkowo wymagającym smakoszem. Z racji tego, że było to przyjęcie urodzinowe nie mogło obyć się bez gości. Ciasto znikało w mgnieniu oka, a warto nadmienić, że goście coś niecoś pojedli -gotowałam również ja – i niełatwo jest zmusić najedzonych gości do spróbowania deseru, a do zjedzenia całego, po smakowitej uczcie to prawie niemożliwe.

Tak reklamuje się moje ciasto rabarbarowe. Boskie, cudowne, letnie i wyjątkowe w swojej prostocie. Upieczcie je i delektujcie się jego rozpieszczającym podniebienie smakiem.

Składniki:
blacha: 25 x 45 cm

1 kg rabarbaru ( maksymalnie 1,2 kg)
250 g masła (ew.margaryny), (1 szklanka stopionego)
3 szklanki mąki pełnoziarnistej drobno mielonej lub tortowej
1 szklanka cukru ( 220 g)
1 szklanka jogurtu naturalnego
5 jajek kl.m najlepiej 0
10 g proszku do pieczenia
1 laska wanili

4 łyżki cukru z wanilią

kruszonka:
100 g płatków owsianych
50 g mąki pełnoziarnistej
50 g masła ( tutaj już koniecznie masła)
100 g cukru
cukier puder, odrobina

Przygotowanie:

Jogurt, jajka i masło powinny mieć temp. pokojową.

Łodygi rabarbaru umyć i obrać z twardych włókien. Pokroić w kostkę o boku 1,5 – 2 cm. Zasypać cukrem z wanilią. Odstawić.

W tym czasie jajka ubić nad kąpielą wodną z cukrem i ziarnami wydrążonymi z przeciętej wzdłuż laski wanilii.

Masło stopić z waniliowym strąkiem w celu zaromatyzowania całości (tłuszcz to najlepszy nośnik smaku). Odstawiamy.

Do przestudzonego masła dodać jogurt, aby masy miały podobną temperaturę – jajka są ciepłe, masło także, a jogurt rozgrzeje się w maśle.

Do jajek z cukrem dodać masło z jogurtem i dokładnie zmiksować, już poza kąpielą wodną. Do masy przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia, dokładnie wymieszać ciasto.

Ciasto jogurtowe przelać do blachy: a)wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą lub b)wysmarowanej punktowo masłem i wyłożonej papierem do pieczenia.

Przelać do blachy. Na wierzchu ułożyć pokrojony rabarbar, a na nim rozsypać kruszonkę zagniecioną szybko z podanych składników.

Piec w 180 stopniach przez 45 minut.

Podawać obsypane cukrem pudrem.

Rabarbarowa rewolucja

Serniczki pomarańczowe z białą czekoladą

Od dawna zamierzałam upiec coś słodkiego w pięknych kokilkach, które całkiem dawno temu kupiław w celach wypiekowych. Oto efekt mojego eksperymentowania, które de facto jest poruszaniem się w znanej mi strefie ciekawostek kulinarnych i ciągłym doskonaleniem ich formy. Serniczki, które bazują na żółtkach i białej czekoladzie, pieczone w niższej temperaturze – 150 stopni, są delikatniejsze i lekkie jak puch, w porównaniu do tych pieczonych krócej w 180 stopniach. Dominują w nich aromaty wanlii i pomarańczy, zachwyczjące swoją harmonią. Kremowa struktura wypieków jest absolutnie wyjątkowa i zachwycająca.

Składniki:
12 kokilek lub jeden duży sernik w forni o średnicy 24 cm
750 g sera bialego, trzykrotnie zmielonego, tłustego
4 jajka kl. 0
160 g cukru pudru
100 ml śmietany 30 %
100 g (op.) czekolady białej
80 g masła
skórka otarta ze sparzonej pomarańczy
laska wanilii
szczypta soli

Przygotowanie:

Żółtka oddzielić od białek. Białka schować do lodówki. Laskę wanilii przeciąć i wydrążyć z niej czubkiem łyżeczki ziarna. Dodać je do żółtek.

Żółtka utrzeć nad kąpielą wodną z cukrem i ziarnami z laski wanilii.

W międzyczasie w rondlu, umieścić czekoladę, śmietanę i masło. Stopić je, mieszając. Ciepłą masę wlać, miksując, do żółtek. Dokładnie połączyć.

Ser dodawać do masy czekoladowej łyżkami. Mieszając drewnianą łyżką lub szpatułą.

Ubić białka z solą i delikatnie, w dwóch turach, wymieszać je z masą serową.

Sernik rozlać do kokilek, te bez teflonu wysmarować wcześniej masłem.

Piec w 150 stopniach przez 30 minut, odstawić do przestudzenia. Zimne przełożyć na godzinę do lodówki.

Podawać z miętą, sosem truskawkowym i śmietaną.

Jak przygotować szparagi?

Witam Was serdecznie. Dziś postanowiłam napisać Wam kilka słów o tym jak prawidłowo, a co za tym idzie, smacznie przygotować szparagi. Szparagi to warzywo bogate w substancje odżywcze, a przy tym stosunkowo lekko strawne i nisko kaloryczne. Wyróżniamy trzy rodzaje szparagów: białe, zielone i fioletowe. Przekornie, są to pędy tego samego gatunku, różniące się jedynie sposobem uprawy.

Czy warto jeść szparagi ?

Oczywiście, że tak. Są świetnym źródłem kwasu foliowego, idealnym dla kobiet planujących ciążę a także tych spodziewających się już potomka, witamin C i E wpływających na odporność organizmu, zapobiegających starzeniu  się komórek, wapnia i fosforu wspomagających procesy kostnienia i zapobiegających kruszeniu się kości oraz zębów oraz potasu regulującego ciśnienie. Dodatkowymi walorami odżywczymi szparagów jest asparagina – działająca korzystnie na nerki, duża zawartość błonnika pokarmowego a także wspomniana kaloryczność: jedynie 30 kcal w 100 g.

źródło: e-ogrody.pl

Czym różnią się znane odmiany?

Zielone: Rosną nad ziemią, są delikatne i  nie wymagają obierania. Ich pędy są stosunkowo cienkie, „stopki” znajdujące się przy glebie mogą być zabarwione na różowo. Przygotowuje się je odłamując zdrewniałe końcówki. (Moja bliska znajoma Monika, mówiła mi w sobotę, że szparag sam powie Ci kiedy należy go przełamać – naciskając na „nóżkę” sam złamie się w odpowiednim miejscu – dygresyjka.)

Białe: Rosną pod ziemią, nie wytwarzają żadnego barwnika z racji tego, że nie mają kontaktu ze słońcem. Szparagi te są grube, wymagają obrania przed obróbką termiczną – najlepiej robić to obieraczką do warzyw.

Fioletowe: Ich grube pędy wyrastają jedynie odrobinę ponad ziemię. Trzeba zbierać je dość szybko z racji tego, że szybko zmieniają się w zielone pod wypływem światła słonecznego, ale z racji na swoją grubość po tej przemianie przestają być smaczne. Fioletowe szparagi są rzadko spotykane w Polsce, je się je przede wszystkim w Anglii.

Fioletowe szparagi: żr. wymarzonyogrod.pl

Obróbka:

Szparagi Zielone: Szparagi należy umyć. Odłamać lub odciąć twarde końcówki (nie mylić końcówek z główkami -  te drugie są najdelikatniejszą częścią szparagów) i ewentualnie zeskrobać obieraczką do warzyw fioletowe zabarwienie pędów. Szparagi zielone można jeść także na surowo – obrać jak uprzednio, pokroić wzdłuż na połowy i polać ulubionym dressingiem.

Szparagi zielone można smażyć, dusić, piec, zapiekać lub gotować:

W wysokim garnku: przełożyć do garnka główkami do góry, zalać wrzątkiem i gotować z dodatkiem łyżki cukru i 1/2 łyżeczki soli przez 3 minuty, al dente (grubsze szparagi gotować 4 minuty). Po tym czasie obrócić je na minutę główkami w dół aby były miękkie. Odcedzić i przelać zimną wodą.

TRIK NA PRZYGOTOWANIE SZPARAGÓW BEZ UŻYCIA SPECJALNEGO GARNKA:

Na patelni: podważając główki o jej rant. Obrane szparagi zalać wrzątkiem, z cukrem i solą, gotować 3 minuty, po czym zanurzyć w wodzie główki i dogotować- 1 minuta. Przelać zimną wodą i podawać z ulubionymi dodatkami.

Białe Szparagi:

Białe szparagi wymagają obrania całych pędów obieraczką do warzyw. Robimy to od góry do dołu, długimi płynnymi ruchami. Po czym odcinamy zdrewniałe końce. Tak przygotowane szparagi możemy wykorzystywać np. do zapiekania lub risotta, krojąc je uprzednio w plastry. Białe szparagi są przepyszne gotowane i podane z różnymi sosami, np. holenderskim: obrane pędy gotuje się przez 5 minut zanurzając je całe w wrzącej wodzie z solą i cukrem, osącza, niekoniecznie przelewa wrzątkiem (nie mają barwnika, który należy chronić) i wykorzystuje do dalszych celów.

Fioletowe szparagi: Przygotowuje się jak białe, obierając całe pędy, po czym przelewa zimną wodą.

Jak kupić/wybrać świeży dobry pęczek szparagów?

Szparagi powinny mieć ładny kolor i lekki słomkowy, winny, przyjemny zapach. Pędy muszą mieć wyrazisty kolor a białe nie mogą być szkliste – świadczyłoby to o ich przemrożeniu. Poza tym muszą być jędrne i dość twarde. Główki nie powinny pachnieć prawie wcale, zapach powinien dochodzić przede wszystkim z ich spodu. Szparagi powinny być przechowywane „stopkami” zatopionymi w odrobinie wody. Uważajcie jednak, jeśli były zbyt długo przechowywane mogły zacząć się psuć, a zabieg z wodą mógł mieć na celu jedynie odświeżenie nieświeżych, wysłużonych pęczków – tutaj zdajcie się na Wasz nos, na pewno wyczuje pleśń. Warto nadmienić, że szparagi w skrzynkach z wodą częściej spotyka się na bazarach – w marketach sprzedaje się ich ogromne ilości i czasem nawet nie trzeba wkładać ich do doniczek z wodą więc jeśli mają wszelkie wymienione cechy wartościowych pędów spokojnie udajcie się z nimi do kasy. Polecam Wam jednak abyście na to kilka chwil przed przygotowaniem wstawili je na moment do kubka z wodą, „odżyją” i na pewno będą jeszcze smaczniejsze po przygotowaniu.

Korzystajcie póki jeszcze można się ich najeść!

Degustacja win z Australii – 15 maja

Już jutro najważniejszy dzień dla wina australijskiego w Polsce. 15 maja będziecie mogli spróbować całej gamy australijskich win. Wśród z nich znajdziecie znane i lubiane marki ale także butelki niedostępne na polskim rynku, absolutne perełki i ozdoby winnych schowków. Nowy Świat szturmem wkradł się do winnego imperium i dumnie stawia czoła winiarskim hegemonom – Francji, Włochom i Hiszpanii. Wartą uwagi przedstawicielką nowego nurtu jest Australia, która w przeciągu ostatnich dziesięcioleci zwiększyła o kilkadziesiąt razy skalę produkcji swoich win – z 8 do ponad 200 milionów litrów rocznie. Jak to się stało, że producent, który posiada ok.3 % światowego rynku wina stał się kluczowy graczem wśród tych budujących swoją renomę od stuleci?

Dzięki klimatowi państwa-kontynentu producenci mogą tworzyć wino pyszne, nie narażone na zmienne warunki pogodowe. Dzięki temu nadają znanym nam szczepom dodatkowego, niespotykanego w Europie charakteru. Przez klimat rozumiem tutaj glebę, deszcz, słońce i wahania temperatury powietrza. Tamtejsze Cabernet Sauvignion jest słodsze niż odmiana francuska, a także bardziej porzeczkowe i aksamitne niż kalifornijskie. Słowo „bardziej” odgrywa tutaj kluczową rolę. Jeżeli chcecie spróbować czegoś „więcej” musicie być tutaj jutro z nami!

Dzięki Nowemu Światu mogliśmy poznać wino szczepowe i przestaliśmy być ograniczeni apelacją. Na etykietach znalazły się czytelne nazwy winorośli, co znacznie pomogło w wyborze win i podniesieniu naszej świadomości i zwiększeniu ilości jego spożywania, w końcu jest pyszne.

Już jutro możecie spróbować najlepszych win wprost ze słonecznej Australii, które specjalnie dla Was będą prezentować wystawcy z całego świata.

Przyjdźcie i spróbujcie słońca, radości i esencji winiarstwa zaklętych w szklanych, zakorkowanych butelkach.

Degustacja odbędzie się:
Endorfina Foksal, Pałac Zamoyskich,
ul. Foksal 2
w Warszawie.
dla branży: dystrybutorzy, prasa, export, imprt:
13:00 – 16:00
Dla koneserów dobrego smaku:
16:30- 19:00
Zapisy : znajdziecie tutaj Chętnie porozmawiam i doradzę, do jutra!